31 sty 2016

Zrozumieć Uczucia Rozdział 15 cz.2

Rozdział dedykowany Anonimkowi który nie chce wyjawić swojej tożsamości ale szanuję to ;)  oraz Carmelos Xd. Z góry przepraszam z wszystkie błędy.Reszta notki na końcu.  Miłego czytania !

Beta: Lee Hyomi 
Alex
Po wyjeździe Setha poszedłem do Sally by się z nią pożegnać, później odwiedziłem jeszcze Eddiego, a następnie zabrawszy walizkę z pokoju wyszedłem przed szkołę, gdzie czekałem na Rogera. Wyciągnąłem telefon z zamiarem przejrzenia portalów społecznościowych, jednak nim to nastąpiło poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Dyrektora.
- Dobry wieczór, przestraszył mnie pan. - Powiedziałem od razu.
- Przepraszam chłopcze. - Odpowiedział zachrypniętym głosem. Przyjrzałem mu się, na twarzy miał kilkudniowy zarost, oczy lekko przekrwione, a pod nimi sińce, usta miał spierzchnięte, a włosy były w całkowitym nieładzie. Miał na sobie pomięte ubrania, które wydawały się być zakładane w pośpiechu. Czyżby przejął się tym, że Phil znalazł się w szpitalu? Wciąż w głowie miałem słowa Daniela i już nie patrzyłem na niego tak jak wcześniej. Teraz widziałem potwora, który nie zasługuje na takiego syna jakim był Phil. 
- Alex. - Zaczął dziwnym tonem. - Podejrzewam, że wiesz jak się sprawy mają, domyślam się też, iż masz pojęcie jakie są moje stosunki z synem… Ale to nie jest tak, że ja go nie kocham... - Po co mi to mówił? Co, poczuł wyrzuty sumienia? Chyba trochę za późno. 
- Niech mi się pan nie tłumaczy. - Powiedziałem, ale on tylko pokręcił głową i kontynuował.
- Mam ochotę się komuś wyżalić, a ty jesteś przyjacielem mojego syna, więc będziesz musiał mnie wysłuchać. - Westchnąłem, bo naprawdę nie chciałem zagłębiać się w tę sprawę. - Moja była żona, a matka Phila oskarżała mnie o zdradę, czego oczywiście nie robiłem. Ciągle pracuję, nawet nie mam czasu w spokoju napić się kawy. Do niej po prostu nie docierały żadne tłumaczenia. Rok temu zakończyła się nasza sprawa rozwodowa. – Mówił, a w jego głosie słychać było żal. - Phil stanął po jej stronie, zawsze miałem z nim dobry kontakt, dlatego bardzo mnie zdziwiło to jak się zachował. W szkole mijał mnie bez słowa, rozsiewał plotki na mój temat. – Czy Phil mógł być tak podły? Jakoś nie bardzo w to wierzyłem, ale słuchałem dalej. Kiedyś zapytam o to Daniela, on dużo wie i na pewno powie mi jaka jest prawda. - Pewnego dnia, kiedy wracałem z drukarni, spotkałem go, stał ze swoim kolegą z pokoju w towarzystwie dilera . Wiedziałem, że jego lokator bierze, ale nie sądziłem, że wciągnie w to Phila. Wysyłałem syna na odwyk, ale uciekł po tygodniu. W trosce o jego bezpieczeństwo wywaliłem ze szkoły tamtego chłopaka, a jemu przydzieliłem inne lokum. Robiłem to dla jego dobra, ale on zdemolował to pomieszczenie i kazał je przemalować. Zmienił je w więzienie oskarżając mnie o to, że sam umieściłem go w takim pokoju. Jak to kiedyś powiedział: ,,Dostałem go za karę". Rozmawiałem z jego matką, myślałem, że może ona przemówi mu do rozumu, ale się pomyliłem. Zawsze o niego dbałem, nie chciałem, żeby stała się mu krzywda. Żył jak król, niczego mu nie brakowało. Kocham go najmocniej na świecie, oddałbym dla niego życie, tylko że on, gdyby miał taką okazję wbiłby mi nóż w plecy. Nie wiem dlaczego tak się zmienił, może to przez te narkotyki... – Przerwał, a ja poczułem wyrzuty sumienia, bo kto niby dostarczał mu te prochy? Gdybym tylko wcześniej skojarzył fakty nie robiłbym tego, zaś to, że wiedząc nie przerwałem to inna sprawa. - Alex? Pomożesz mi go z tego wyciągnąć? - Zapytał. Nie musiałem się długo zastanawiać. Niby dlaczego miałbym nie pomóc? 
- Phil jest moim przyjacielem i również chciałbym, żeby z tego wyszedł. Pomogę. - Odpowiedziałem, a na twarzy Pana Halla pojawił się cień uśmiechu. Bez żadnych uprzedzeń mężczyzna zamknął mnie w swoim ojcowskim uścisku, który w mojej głowie otworzył szufladę wspomnień. Przypomniał mi się tata i wszystko co było związane z jego osobą. Oczy zaczęły mnie piec, ale mimo to dzielnie się trzymałem. 
- Dziękuję, Phila otaczają sami dobrzy ludzie. - Westchnął głośno. - Wesołych świąt Alex. - Powiedział puszczając mnie z zamiarem odejścia.
- Proszę pana! - Zatrzymałem go, kiedy już przekraczał próg. Odwrócił twarz w moją stronę. - Niech go pan odwiedzi i wyjaśni mu wszystko, może to coś zmieni. Szczera rozmowa potrafi zdziałać cuda. - Pokiwał głową.
- Jeszcze raz dziękuję. Na pewno tak zrobię. - Powiedziawszy to zniknął w ciemnym, szkolnym korytarzu.

***                                                                                                                   

- Młody! - Dobiegł mnie uradowany głos Paula. Odstawiłem torbę na chodnik i podbiegłem do brata. Uścisnąłem go mocno i cmoknąłem w policzek, tak po bratersku. Zaśmiał się szczerze tuląc mnie jeszcze mocniej. Naprawdę za nim tęskniłem. Zawsze byliśmy razem, nawet jeden dzień osobno był dla nas dniem straconym i pełnym smutku. - Urosłeś. – Powiedział. Rzeczywiście, miał rację, jeszcze trzy tygodnie temu sięgałem mu do ramion, a teraz byłem niemal jego wzrostu. Odsuwając się potarmosiłem jego ciemne, krótko ścięte włosy. Spojrzałem na willę Rogera, która od mojego wyjazdu nic się nie zmieniła. Ogromny plac przed domem pokrywał teraz śniegowy puch, którego niestety w Los Angeles nie było. Budynek był ogromny, pokryty śnieżną farbą, która świetnie komponował się z czarnymi framugami okien i tego samego koloru dachówkami. W środku znajdowało się prawie trzydzieści pomieszczeń! Zawsze zastanawiałem się po co Rogerowi tyle pokoi, pytałem go nawet kilka razy, ale on nigdy nie chciał powiedzieć. Twierdził, że to rodzinna tajemnica. 
- Cieszę się, że spędzimy razem dwa tygodnie. - Powiedziałem do Paula.
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo. - Myślę, że dla osób, które nie miały pojęcia o naszym pokrewieństwie taki tekst brzmiałby bardzo dziwnie. 
- Chłopcy chodźcie do domu, Anastasia zrobiła kolację. - Odezwał się Roger, który wprowadził już samochód do garażu i ,,zaszedł" nas od tyłu. Właśnie, Ana! Jego gosposia. Wspaniała kobieta. Miała prawie siedemdziesiąt lat, była taką typową babcią, która kocha i rozpieszcza swoje wnuki. W tym przypadku akurat przybrane, mimo to zawsze darzyła mnie i Paula takim babcinym uczuciem. Jak na komendę mój brzuch wydał z siebie donośny dźwięk informujący wszystkich, że kolacja jest jak najbardziej wskazana. Na twarzach otaczającej mnie dwójki pojawiły się wielkie uśmiechy.
- Bardzo śmieszne! - Sarknąłem uśmiechając się jednak. Weszliśmy po trzech stopniach prowadzących do dużych, dębowych drzwi. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg od razu na szyi zawisła mi staruszka. Kobieta miała na sobie białą bluzkę, a na niej czarną marynarkę i w tym samym kolorze spódnicę do kolan, siwe włosy spięła w koczek z tyłu głowy. 
- O boże, tak dawno cię nie widziałam. - Odsunęła się trochę, ale nadal trzymała ręce na moich ramionach. - Wyrosłeś. - Stwierdziła.
- To samo mu powiedziałem. - Wtrącił brat.
- Tęskniłem za tobą, brakowało mi twoich obiadów, nie narzekam, ale tam w szkole gotują okropnie. - Zacząłem jej słodzić oglądając jak na jej twarzy pojawia się uśmiech. 
- W takim razie chodź. - Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do jadalni. Omiotłem spojrzeniem pomieszczenie, w jego kątach stały szafki z porcelaną, zaś na środku ogromny stół, który mieścił prawie dwadzieścia osób, z tym, że teraz siedziały tam tylko dwie. 
- Gdzie mama? - Zwróciłem się do Paula, ten tylko wzruszył ramionami i sięgnął po dzbanek z herbatą. - Roger? - Spytałem podejrzliwie. Mężczyzna zareagował tak samo.
- Wyszła gdzieś rano i jeszcze nie wróciła. - Odpowiedział. 
- Nic nowego. - Dorzucił Paul. ~Aha. No to fajnie, że tak się sprawy mają.~ Pomyślałem i kręcąc głową z niedowierzaniem usiadłem obok brata. Zapowiadały się boskie, pełne niespodzianek święta.

***

Po kolacji prawie do godziny trzeciej nad ranem rozmawiałem z Paulem, wcześniej siedział z nami jeszcze Roger, ale koło pierwszej stwierdził, że zostawi nas samych i pójdzie spać. Jakoś tak niechcący chlapnąłem bratu, że nasz kuzyn jest dilerem, a potem poleciało z górki. Powiedziałem mu wszytko, bez wyjątku. Nawet to, że nie zaliczyłem żadnej dziewczyny. Wysłuchał mnie spokojnie, a kiedy w końcu skończyłem zastanowił się chwilę.  
- Wiesz Alex... Wydaje mi się, że masz wielbiciela. - Skomentował.
- No brawo Einsteinie! – Rzuciłem co brat skwitował cichym chichotem. - Tyle to i ja wiem gamoniu. Co mam z tym zrobić? - Spytałem.
- Myślę, że powinieneś się poważnie zastanowić nad swoją orientacją.
- Czy ty sugerujesz, że jestem lachociągiem?! - Warknąłem, podirytowany.
- Nie, ale myślę... - Zaczął. Naprawdę mnie zdenerwował! Nie mogę być gejem, nie podnieca mnie seks analny i wkładanie komukolwiek, czegokolwiek w dupę!         
- Za dużo myślisz! - Przerwałem mu w połowie zdania. - Nie jestem gejem i nigdy nim nie będę. Zmieniłem o nich zdanie, nie jestem już nietolerancyjnym skurwielem, ale nie stałem się pedałem! – Dorzuciłem wściekle i nie czekając na jego komentarz wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami.
- To się jeszcze okaże, braciszku. - Usłyszałem jego stłumiony głos.    



Rozdział 16

~~~~~~~~ 
Witajcie! Pierwszy raz od ponad dwóch tygodni wyrobiłam się z rozdziałem na czas. Jestem bardzo wdzięczna wszystkim ,którzy komentują moje wypociny! To mnie cholernie motywuje i daje niezłego kopa!Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał, choć trochę mało się w nim dziej, był dość długi jak na mnie,ale obiecuję, że kolejny będzie jeszcze dłuższy i jeszcze ciekawszy! ~Himana   

26 sty 2016

Z Popiołów cz.11 (1/2)

XI.
- Wow!
Krzyknął Will i natychmiast zaczął rozglądać się po mieszkaniu, upuszczając trzymaną w dłoni małą walizkę. Nie spodziewał się zapewne, że jego nowy dom będzie tak duży i przestronny. Ryan z uśmiechem patrzył na to jak jego młodszy brat jeszcze przez chwilę stoi nieruchomo, a następnie biegiem zaczyna zaglądać do wszystkich pomieszczeń.
Mieszkanie nie było jeszcze do końca odremontowane, właściwie pieniędzy starczyło im jeszcze na kupienie części mebli do pokoju Willa. Znajomy Nathana zabrał do siebie większość wyposażenia, jedynie salon i łazienka pozostały nietknięte. A skoro Nath i Ryan byli jak na razie spłukani, to zapowiadalo się na to, że przez kilka następnych dni wylądują na jednej kanapie w salonie...
To nie tak, że taki obrót spraw nie podobał się brunetowi. Wręcz przeciwnie... chyba ekscytował się nim aż za bardzo. Bał się, że Nathan zacznie coś podejrzewać.Od dłuższego czasu z niepokojem obserwował, jak jego myśli i ciało reagowało na kasztanowłosego. Ryan ostatnio miał dość dużo czasu, by to przemyśleć.
Zaczęło się od niewinnej fascynacji. Wyglądem, zachowaniem i przede wszystkim talentem wokalisty. Potem Nathan stał się kimś, komu Ryan w końcu mógł powierzyć swoje sekrety, powoli odkrywać przed nim swoją przeszłość i swoje demony. Stał się jego przyjacielem, w niewiarygodnie szybkim czasie zdobywając zaufanie bruneta. Jednak w tym samym czasie w jego podświadomości pojawiło się też coś innego... coś czego Ryan nie czuł nigdy wcześniej.
Bał się tego. Chciał uciec od tego uczucia. Ono nie było normalne. Myśli Ryana nie były normalne. Tak nie zachowuje się normalny mężczyzna. Nie myśli o drugim facecie dniem i nocą. Nie ekscytuje się na jego widok. Nie pragnie go.
Ostatnie dni próbował sobie poukładać życie. I czasami, wieczorami, pisał na pomiętych kartkach. To co czuje, co pamięta, czego chce... jakoś podświadomie chciał z tego stworzyć coś na kształt piosenki. Miał dziesiątki takich karteczek, zapisanych od góry do dołu nieskładnym bełkotem. Gdyby tylko próbował je uporządkować... może napisałby coś mającego sens? Może tak jak Nathan mółby spróbować opisać swoje uczucia i wspomnienia, robiąc z tego pewnego rodzaju terapię...
Może.
Mimo tego Ryan i tak czuł się cudownie. Przecież miał już własny kąt. Miejsce, które bez żadncyh zastanowień mógł nazwać domem. W powietrzu nie czuć było wspomnień, dawnego strachu i stęchlizny, a to przecież zniewalało Ryana od lat i sprawiało, że nigdy nie mógł myśleć o mieszkaniu na Water Street..
Nareszcie mógł się odciąć od tamtych dni, które spędzał w ciasnej, brudnej i napiszkowanej złem klitce.
Salon był piękny. Miał ściany w kolorze soczystej zieleni, a na idealnym jego środku stał telewizor, przed nim zaś aksamitna, czarna sofa i mały, uroczy stolik. W rogu pomieszczenia znajdowała się duża szafka na książki z ciemnego drewna. Ryan już sobie wyobrażał, jak nieziemsko będzie wyglądał salon, gdy tylko dokupią jeszcze kilka mebli.
Nathan z głośnym westchnięciem usiadł na kanapie.
- Tu jest cudownie, co nie?
Brunet skinął głową z uśmiechem i zajął miejsce obok przyjaciela. Nath nagle oparł się głową o ramię Ryana. Po ciele te drugiego przebiegły dreszcze.
- No świetnie... szkoda tylko, że będziemy kisić się na tej ciasnej sofie.
Kasztanowłosy zaśmiał się głośno swoim perlistym śmiechem.
- Nie mów, że nie podoba ci się ta wizja...
Powiedział niezwykle uwodzicielskim głosem Nath, po czym znów zachichotał, dając do zrozumienia, że to żart.
- Czerwienisz się.
Dodał jeszcze, zwracając wzrok na twarz Ryana, na szczęście nie zwracając uwagi na to, że ciało jego przyjaciela reaguje na ten podtekst również w inny sposób.
- Ryan! Nathan! Ale tu jest super!
Kasztanowłosy natychmiast zerwał się ze swojego miejsca i pobiegł do pokoju Willa. Ryan odetchnął z ulgą i spróbował się uspokoić.
Mało brakowało. Naprawdę mało. Tak niewiele... nigdy wcześniej chyba nie czuł tak ogromnego wstydu i zażenowania. Nie potrafił się pohamować. Zachowywał się jak jakieś zwierzę!
Po chwili z pokoju chłopca usłyszał chichoty i za chwilę wybiegli z niego kolejno Will i goniący go Nathan. Jego młodszy brat śmiał się i biegał po całym mieszkaniu, próbując uciec przed kasztanowłosym. W końcu Nathan dopadł go i zaczął łaskotać chichotającego Willa.
Ryan przyglądał się temu z delikatnym uśmiechem. Naprawdę nigdy jeszcze nie widział brata tak szczęśliwym. Nathan sprawdzał się o wiele lepiej w roli "kogoś-na-wzór-rodzica" niż on, faktyczny członek rodziny blondynka.
Brunet obiecał sobie w duchu, że nad tym popracuje.
- Powodzenia w kradnięciu mi brata, Nath.
Powiedział ironicznie Ryan i prychnął.
- Jakim znowu kradnięciu?
Kasztanowłosy poczochrał Willa po głowie i kazał mu iść się rozpakować, po czym znów usiadł obok swojego przyjaciela.
- Fajny z niego dzieciak... naprawdę.
Powiedział Nath i przeczesał dłonią włosy, przy okazji znów odgarniając z czoła ten niesforny kosmyk.
- A, tak przy okazji, moja mama zaprosiła nas na obiad.
Ryan pomyślał, że się przesłyszał.
- Co proszę?
- No normalnie, zaprosiła nas na obiad. 
Brunet pytająco uniósł brwi. Naprawdę się tego nie spodziewał. A prawdę mówiąc, w głębi duszy nawet niezbyt odpowiadało mu to spotkanie... mimo że słyszał o rzekomej przemianie matki Nathana, dalej był do niej strasznie zrażony. Przecież olewała swojego syna po całości, tylko dlatego że w jej życiu pojawił się jakiś zapatrzony w siebie facet. Taką była w opowieściach Nathana i taką została w pamięci Ryana.
- Po co?
- Może chce cię poznać? Halo, mieszkamy razem, a ona nigdy nawet nie widziała cię na oczy. Jest po prostu ciekawa.
Ryan posłał mu spojrzenie pełne niepewności. W sumie... znał tę kobietę tylko z opowieści Natha. Może kasztanowłosy trochę przesadzał? Na pewno był strasznie sfrustrowany tym, że matka nie poświęca mu tyle czasu, co wcześniej... brunet nie powinien jej tak surowo oceniać, dopóki nie ujrzy jej na własne oczy. Ale znając nieufność Ryana, to raczej ciężko będzie go przekonać.
Ciekawe co Nathan opowiadał o nim w domu...
- Wiem, wiem co sobie myślisz, napierdalałem na nią przy każdej okazji, ale odkąd Victor odszedł... naprawdę się zmieniła. Jest taka jak dawniej.
Taka jak dawniej? Czyli jaka?
- A poza tym... wiesz, pogadałem z nią trochę. Strasznie było jej wstyd, że mnie tak potraktowała, ale poopowiadała mi trochę o przeszłości... chyba jako dzieciak trochę za bardzo idealizowałem ojca.
Ryan pamiętał ojca Nathana ze zdjęcia w salonie. Wysoki, uśmiechnięty mężczyzna z pokaźnym wąsem. Wyglądał na sympatycznego i sprawiał o wiele lepsze wrażenie niż Charlotte, kasztanowłosa, piegowata piękność w kwiecistej sukience i dużym, słomianym kapeluszu.
- Mój ojciec był trochę starszy od matki, a ona nie była nawet pełnoletnia, kiedy go poznała. Tata grał wtedy w jakimś zespole. I śpiewał na letnim festiwalu. Tam go zobaczyła. Potem namawiał ją, żeby z nim została. Mówił, że on będzie gwiazdą i będzie nosił ją na rękach, zamieszkają w jakimś ładnym domku nad brzegiem oceanu... a mama była naprawdę bardzo młoda. I naiwna.
Ryan przypomniał sobie pianino stojące w rogu salonu, jedyny niezakurzony mebel. Więc ojciec Nathana tak naprawdę spełniał swoje młodzieńcze marzenie. Ciekawe, czy to po nim kasztanowłosy miał taki talent.
- Czemu mu się nie udało?
- Przez jakiś czas, było okej... ale wtedy mama zaszła. Dziadkowie się wściekli, że ich córka zmarnuje sobie życie z jakimś wiejskim muzykantem. Mój ojciec musiał jakoś utrzymać siebie i matkę. No więc takim oto sposobem został typową biurwą. Urzędasem. I potem urodziłem się ja.
Nath westchnął. Był dziwnie przygaszony, a w oczach miał smutek. Ryan dobrze wiedział jak to jest, kiedy z trudem wraca się do przeszłości.
- Tata był strasznie zajęty... dla mnie zawsze znalazł kilka chwil, które moglibyśmy spędzić razem. Dla mamy już nie.
Ryan milczał. Na myśl od razu przyszło mu jego wczesne dzieciństwo. Kiedy w domu był niewidzialny. Żadne z rodziców z nim nie rozmawiało, nie zajmowało się nim. Nie mieli dla niego czasu... albo nie chcieli mieć dla niego czasu. Był dla domowników niczym duch. On słyszał każde słowo z ich rozmowy, ale oni nigdy nie odpowiadali na jego pytania ani nie reagowali na prośby.
- Nigdy nie było widać po niej, że jest smutna albo przygnębiona. Zawsze była energiczna, pełna werwy i dowcipna. Ale... teraz tak sobie myślę... siedzieć całymi dniami w domu... to ciągłe sprzątanie, gotowanie, pilnowanie rozwydrzonego bachora... ani chwili dla siebie... i najgorsze, że nikogo to nie obchodzi... ani twojego zasranego dzieciaka, ani męża.
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy.
- To... o której mamy przyjść na ten obiad?
_____
Hejka!
Jeju, wiem, że to przeokropnie krótki rozdział i do tego jeszcze znów podzielony na dwie połówki, ale miałam dużo pracy i nie dałam rady się wyrobić w odpowiednim czasie... przepraszam. Mam nadzieję jednak, że wam się podoba, gdyż czegoś można się z tego urywka dowiedzieć.
Jeszcze raz przepraszam/♥
~Chandelier