10 sty 2016

Zrozumieć Uczucia Rozdział 13

Beta: Lee Hyomi 
Alex
  Po przebudzeniu od razu nawiedziły mnie wszystkie wspomnienia dnia wczorajszego.
Phil. Seth. Daniel. Impreza. Ucieczka Eddiego i Adama. Niedoszły pocałunek z Sethem. No właśnie, przez to wszystko nie miałem nawet czasu tego przemyśleć...
 ~*~
  Przekazałem Sethowi dobre i złe wieści. Kolejny raz skierowałem kroki w stronę pokoju Phila. Czułem lekki szum w głowie, ale nie byłem pijany. Nacisnąłem klamkę i zakląłem pod nosem, zamknięte. No tak, mogłem się tego spodziewać. Usiadłem na ławce obok drzwi, przetarłem twarz rękoma i zacząłem myśleć. Mógłbym napisać do Sally, ale co? ,,Ej słuchaj, mój współlokator jest pedałem i chce się ze mną ruchać, mógłbym u ciebie przenocować?" No przecież to jest głupie. Z resztą, nawet jeśliby się zgodziła to przecież ma już kogoś w pokoju. Adam, wychodząc z klubu ledwo trzymał się na nogach, więc nawet by mi nie otworzył. Eddie, o tym nawet nie było mowy... Kurwa! Trzeba wracać do tego metalowego pedała! Ouhhhh!  Żałuję, że nie zaprzyjaźniłem się z nikim innym, może wtedy ktoś by mnie przygarnął. Trudno, najwyżej prześpię się w łazience. 
Kiedy wróciłem do pokoju Seth siedział pod ścianą z nogami przysuniętymi do samej brody i miną zbitego psa. Spojrzał na mnie zaszklonymi oczyma, tak jakby liczył na to, że rzucę mu się w ramiona.
Sorry, ale nie. Po pierwsze, nie jestem gejem, ani nawet bi. Po drugie, nie zakochuję się w nikim od tak. Po trzecie, ja szukam tylko i wyłącznie przygód, mój najdłuższy związek od gimnazjum do pierwszej klasy liceum trwał dwa tygodnie. Miałem wiele dziewczyn na jedną noc i do tej pory jestem pod wrażeniem, że żadna nie zaszła w ciążę. Tata i matka by mnie chyba wydziedziczyli, gdyby dowiedzieli się, że w wieku czterdziestu lat zostaną dziadkami. Prychnąłem cicho przechodząc obok niego obojętnie. 
- Idę do łazienki, nie będę spał z tobą w jednym pomieszczeniu. - Powiedziałem nie owijając w bawełnę, w ostatniej chwili powstrzymałem się od dorzucenia ,,jebany pedale", jednak gdybym to zrobił naruszyłbym jedną ze złotych zasad taty, która mówi: nie kop leżącego. Czarny znowu spojrzał mi w oczy kręcąc głową. -To świetnie. - Zabrałem z pokoju kołdrę i poduszkę po czym udałem się do łazienki. Wytarłem wannę, aby mieć stuprocentową pewność, że w nocy nie będzie mi mokro. Ułożyłem się w niej i nie myśląc o niczym po prostu zasnąłem.

 ~*~                            
 
  Tak, spałem w wannie, teraz czekała mnie konfrontacja z Sethem, a później jeszcze z Eddiem i Adamem. Na pewno będą chcieli wiedzieć, gdzie podziała się pozostał dwójka, mam na myśli oczywiście Daniela i Phila. Właśnie, ciekawe co z nimi. Zadzwonię do Danielsa, ale dopiero jak się odświeżę i napiję, bo jak to zwykle u mnie bywało po melanżu, nie mogłem przestać pić, a pragnienie utrzymywało się praktycznie cały dzień.
   Po wykonaniu wszystkich czynności związanych z łazienką, obwiązany ręcznikiem w pasie wmaszerowałem do pokoju. Myślałem, że wchodząc tam zobaczę Setha ubranego i czekającego aż wyjdę z łazienki aby on sam mógł z niej skorzystać. Cóż, pomyliłem się. Pedał spał sobie w najlepsze, jak zwykle wyglądał przy tym głupio. Usta miał lekko rozchylone i do tego przygryzał język. Grzywka żyła własnym życiem, a on sam leżał w dość dziwnej pozycji. Cała jego lewa strona ciała zwisłą z łóżka tak jakby miał zaraz spaść. Wyglądał komicznie, wiedziałem, że wystarczy lekki ruch by wylądował na podłodze. Mimo mojego obecnego nastawienia do jego osoby nie zawahałem się go poprawić. Miałem tylko nadzieję, że ma twardy sen, bo gdyby tak się teraz obudził na pewno uznałby, że jednak ma jakieś szanse.
   Szybko się ubrałem i jeszcze szybciej wyszedłem na korytarz. Zamykając drzwi wpadłem na... Adama, który jak to miał w zwyczaju drapał się po karku.
- Ooo… Witam pana sąsiada. - Zwróciłem się do niego z przekąsem. - Jak tam, główka nie boli? - Zapytałem wkładając w to pytanie tyle ironii ile tylko potrafiłem.
- Ssspierdalaj! - Odwarknął. - Słyszałeś co się stało Philowi? - Czyli już wiedział, przynajmniej to miałem z głowy.
- Niestety, byłem tego świadkiem. - Odparłem i wraz z brunetem ruszyłem w stronę schodów.
- Kurde, młody, ja nie wiedziałem, że z nim jest aż tak źle. Z Eddiem zauważyliśmy ostatnio jego dziwne zachowanie i powiem szczerze miałem podejrzenia, że jest ćpunem, ale żeby doprowadzić się do takiego stanu? Musiał mieć naprawdę niezłego doła. Masz świadomość tego, że ostatnie pięć dni spędził na piciu wódy. Szkoda chłopaka. - Mówił jak najęty, a ja jedynie kiwałem głową. No bo co miałem powiedzieć, że chodziłem mu po prochy?!
- A no racja, mógł trochę przystopować, ale co się stało już się nieodstanie… Mam zamiar iść dziś do tego szpitala, tylko nie wiem jak tam trafić. Daniel sam sobie nie poradzi. – Powiedziałem, a Adam aż przystanął spoglądając na mnie dziwnym wzrokiem.
- To Daniel jest z nim w szpitalu?! – Szlag by to… Wygadałem się.
- Zaprowadzisz mnie tam czy nie? - Zapytałem wymijająco. Chłopak ruszył przed siebie wyraźnie nad czymś myśląc, zrobił się cały czerwony na twarzy i co chwilę marszczył dziwnie czoło.
- Dobra, ale ja i tak się wszystkiego dowiem.

 ***

- Eddie idzie z nami? – Zapytałem, kiedy dołączyłem do dwójki stojącej przed budynkiem szkoły.
- Przecież to rodzina. - Odezwał się obrażonym tonem Adam. Nadal był wkurzony, że nie chcę mu wyjawić sekretu Daniela i Phila. Wyjątkowo mieliśmy dziś jedynie sześć lekcji, ponieważ dyrektor nie mógł pojawić się na zajęciach, a żaden inny nauczyciel nie miał okienka.
Szliśmy w milczeniu. Każdy w swoim świecie z głową pełną myśli. Nie wiem jak inni, ale ja myślałem o wszystkim co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch tygodni. To dziwne, dopiero co się tu pojawiłem, a już zdążyłem polubić tyle osób i z tyloma się zaprzyjaźnić, ponadto wpakowałem się w kłopoty już pierwszego dnia, byłem świadkiem dwóch bójek i widziałem konającego przyjaciela. Tak przyjaciela. Traktowałem go tak, mimo tego, że brał i był bi. Zacząłem po prostu tolerować wszystkie dziwactwa dopóki oczywiście nie tyczyły się one mnie. Tak jak w przypadku Setha, którego darzyłem dziwną sympatia, ale nie czułem do niego nic poza zwykłą, koleżeńską więzią.
- Kto wchodzi pierwszy? - Odezwał się Eddie wyrywając wszystkich z zamyślenia. Nawet nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się pod szpitalem.
- Wszyscy, żeby nikt nie był poszkodowany. - Odpowiedziałem. Wmaszerowaliśmy do środka i zatrzymaliśmy się przy rejestracji. Siedziała tam drobna dziewczyna z rudymi włosami, wyglądała na niedoświadczoną.
- Dzień dobry, gdzie znajdziemy Phila Halla? Został tu przewieziony wczoraj w nocy. - Zaczął Eddie.
- A kim państwo dla niego są? - Spytała, tak jak to baby w szpitalu miały w zwyczaju.
- Jestem jego kuzynem. - Odparł Eddie zgodnie z prawdą.
- A ci dwaj panowie? - Spojrzała na mnie, a ja pościłem jej oczko i poruszyłem zalotnie brwiami. Dziewczyna spłoniła się i od razu odwróciła wzrok. Adam widząc to uśmiechnął się lekko.
- Oni są ze mną.
- W takim razie proszę o pokazanie jakiegoś dokumentu świadczącego o tym, że jest pan jego rodziną. - Chłopak westchnął ciężko i wyciągnąwszy z kieszeni czarnych spodni gruby, skórzany portfel pokazał jej legitymację szkolną, której swoją drogą ja jeszcze nie wyrobiłem. Ruda pokiwała głową.
- Proszę iść cały czas prosto korytarzem, a na jego końcu skręcić w lewo.
   Odeszliśmy bez słowa idąc zgodnie z instrukcją podaną przez recepcjonistkę. Ledwo wyszliśmy zza rogu, a naszym oczom ukazał się Daniel. Siedział na wprost drzwi, przez które widać było całą salę. Obracał w dłoniach brązowy kubek po kawie, a kiedy tylko nas zobaczył od razu wstał i wymijając wszystkich podszedł do mnie mocno się tuląc. Nie powiem bardzo mnie tym zaskoczył, ale wiedząc w jak beznadziejnej jest sytuacji odwzajemniłem uścisk. Przez koszulkę wbijał mi paznokcie w plecy, jednak to było niczym w porównaniu z bólem jaki zapewne odczuwał. Wiem jak się czuł, bo dwa lata temu, kiedy umierał mój tata, ja tak samo jak on tuliłem się do Paula. Bardzo dobrze pamiętam ten moment i to jakie emocje mną targały. Nie życzyłbym tego nawet najgorszemu wrogowi.
- Ej Daniel, nie płacz. Phil to silny facet, wyjdzie z tego zobaczysz. - Wyszeptałem mu do ucha, kiedy zaczął łkać w moją koszulkę.
   Kątem oka zobaczyłem jak Adam i Eddie wchodzą na salę. W końcu odsunąłem od siebie chłopaka i poprowadziłem go do rzędu krzeseł stojącego przy ścianie.
- Alex? - Szepnął cicho.
- Tak?
- Ty wiesz o wszystkim? O tym, że Phil brał i.. Że był ze mną? - Pokiwałem głową. A on kontynuował. - To moja wina, to przeze mnie umiera. Ja mu wstrzykiwałem to świństwo choć dobrze wiedziałem, że nie powinienem. On… Nie chciał tego rzucić. Twierdził, że to mu pomaga, że jest silniejszy i lepszy w łóżku. Trwa to już ponad trzy lata. Jego ojciec wiedział i wiesz co? Nic z tym nie zrobił, poza tym, że zabronił mu wychodzić ze szkoły i zamknął w tym... W tym pokoju przypominającym schowek na miotły! - Wszystko mi wyjaśniał, tak jakby znał mnie od dawna i wiedział, że może mi powiedzieć wszystko. Doceniałem to, tym bardziej, że tak bardzo nim poniewierałem i tak strasznie o nim mówiłem. - Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? -Pokręciłem głową . Zastanowił się chwilę po czym kontynuował, tym razem głos mu się całkowicie łamał, a po policzkach spływało jeszcze więcej łez. - Trzy dni temu chciał się zabić. W ostatniej chwili go powstrzymałem, wszedłem do pokoju, kiedy akurat wbijał strzykawkę ze śmiertelną dawką. - Zamarłem kiedy to usłyszałem. To dziwne, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że Phil mógł chcieć zrobić coś takiego. Wydawał się taki silny. - Dopiero wczoraj przed imprezą dowiedziałem się dlaczego. – Odetchnął ciężko. - Olivia zaciążyła i chce się pozbyć dziecka. Tak to jego… - Ostanie słowa wyszeptał Tak cicho, że gdybym się lekko nie nachylił to pewnie bym ich nie usłyszał.






~~~~~~~~
Witam! To znów ja. I jestem pod wrażeniem, że udało mi się skończyć ten rozdział dziś.
Wiem, że opowiadanie jest bardzo słabe i nie ma tu jakichś super wyszukanych wątków czy coś, ale moglibyście napisać jakiś komentarz, na prawdę to będzie dla mnie mega, mega miłe. Każdy rozdział ma  trochę tych wyświetleń, ale ja nie wiem czy wy to czytacie i czy jest sens dalszego pisania. Nie. nie użalam się nad sobą.
Ehh jeśli ktoś to czyta to od następnego rozdziału akcja się trochę przyspieszy, bo mam wrażenie, ze to opowiadanie ciągnie się jak flaki z olejem (czy jakoś tak XD) Pozdrawiam i widzimy się za  tydzień! :D ~Himana                                                  

23 gru 2015

Zrozumieć Uczucia Rozdział 12

Beta: Lee Hyomi 
Alex
    Muzyka, alkohol, pełno ludzi, środek tygodnia ehhh to jest życie. Nie wiem która była godzina, nie mam pojęcia ile tam siedzieliśmy, a nawet ile wypiłem. Wydaje mi się, że dużo, jednak to i tak mało w porównaniu z tym ile wypił Phil.
- Alexxx wstawaj wychodzimy. - Mówił ktoś do mnie, ale nie zarejestrowałem kto. Powoli podniosłem głowę i pustym wzrokiem spojrzałem na salę. Obok mnie na kanapie schlany w trzy dupy Adam usilnie próbował się podnieść. - No w końcu! - Usłyszałem koło ucha lekko podenerwowany głos Daniela.
- Ciii nie krzycz. - Szepnąłem, powoli zaczynałem odczuwać skutki spożywania alkoholu. Może innych łby bolały dopiero następnego dnia, ale ja zdecydowanie do tej grupy nie należałem, zawsze zaczynało się jakąś godzinkę po spożyciu nadmiernej ilości trunków. Położyłem ręce na blacie stołu i powoli wstałem. Daniel stał kilka kroków ode mnie. Widząc, że lekko się chwieję złapał mnie za łokieć i podtrzymał, tak samo zrobił z Eddiem. Taka ilość alkoholu zdecydowanie nie była odpowiednia dla osoby, która nie piła dobrze cztery miesiące.
- Ja pierdole Phil, wstawaj pijaku jeden! - Krzyknął Daniel do ucha Dresiarza, ten zaskoczony poderwał się do siadu i popatrzył na niego wzrokiem mówiącym ,,Już nie żyjesz". Uśmiechnąłem się lekko i rozejrzałem poszukując kurtki, zauważyłem ją dopiero wtedy, kiedy Danielowi udało się w końcu ściągnąć Halla z kanapy. Obszedłem stolik dokoła i zabrałem swoją rzecz. Kiedy się odwracałem chyba przydepnąłem sobie sznurówkę, bo runąłem jak długi uderzając głową o kant stołu.
- Kurwa, z kim ja muszę żyć! - Usłyszałem warknięcie Daniela i już po chwili siedziałem na kanapie. Czułem jak po twarzy spływa mi krew, więc otarłem ją ręką. - Idę do barmana po apteczkę. - Zakomunikował Daniel i na odchodne rzucił tylko. - A tylko spróbujcie mi stąd iść, albo jeszcze pić. - Złapałem się za pulsującą czaszkę i zajęczałem cicho.
- Wychodzimy? - Zapytał Eddie, który sądząc po lakonicznej wymowie był nieźle wstawiony.
- No okej. - Przytaknął Adam już kierując się z chłopakiem w stronę wyjścia, tylko Phil stał i patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Ja pierdole. GDZIE ONI POSZLI?! - Ryknął Daniel przekrzykując głośną muzykę. Położył apteczkę na stół i wygrzebał z kieszeni telefon, ja w tym czasie sięgnąłem po gazę i powoli ocierałem sobie twarz z krwi. Może i byłem najebany, ale potrafiłem myśleć racjonalnie. Wiem, jestem inny od reszty ludzi. - Powinni iść w stronę szkoły... To nie był mój pomysł! Wcale nie ch... Tak wiem!... Kurwa mać idź do nich, a nie pierdol! - Słyszałem jak Daniel rozmawia przez telefon, jednak nie miałem zielonego pojęcia z kim. Pewnie z jakimś jego pedało-kolegą. Wyraźnie wkurwiony uklęknął przede mną i przykleił plaster do rozcięcia na głowie. - Wychodzimy, w tej chwili. Więcej już nie zniosę! - Skierował się w stronę wyjścia ciągnąć za sobą rozbawionego Dresiarza.

***

- Zachciało się wam chlać w środku tygodnia, zjeby, kurwa gnoje pierdolone. - Mruczał pod nosem. Gadał tak od dobrych pięciu minut i wcale nie zwracał uwagi na to, że ciągle się z niego śmialiśmy. Alkohol powoli opuszczał mój organizm, ale z Philem było coraz gorzej, zamiast trzeźwieć robił się coraz bardziej pijany. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo z każdą chwilą chwiał się coraz bardziej, mówił lakonicznie i drżały mu ręce. Był cholernie blady, pod oczami miał okropne sińce, a mimo tego ciągle się śmiał.
- Zamknij się Daniels. - Powiedziałem do niego, kiedy po prostu przestało mnie bawić jego gadanie, byliśmy już całkiem niedaleko szkoły, kiedy Phil zachwiał się i upadł na chodnik.
- Matko Boska! - Zawołał przerażony pedałek. Momentalnie wytrzeźwiałem widząc co się dzieje. Nie wiem dlaczego, ale miałem złe przeczucia. Bez zastanowienia wyciągnąłem telefon z kieszeni i już miałem wybierać numer na pogotowie, kiedy przeszkodził mi Daniel. - Nie dzwoń. Błagam, sam mu pomogę. Idź do szkoły. Poradzę sobie. - Zapewniał, ale nie bardzo chciało mi się w to wierzyć.
- To mój przyjaciel, nie zostawię go samego z jakimś pedałem. - Rzuciłem na nowo wybijając numer. Daniels patrzył na mnie przestraszony.
- Zaufaj mi. Błagam. - Szeptał cicho. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł po moim ciele, kiedy to powiedział. Wiedziałem, że nie mogę zostawić tak Phila, ale Daniels był taki przekonujący.
- Nie zadzwonię, ale zostaję. - Powiedziałem spoglądając na nieprzytomnego chłopaka. Daniels niczym fachowiec sprawdzał mu tętno i oddech. Trzęsącymi się rękami wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę i strzykawkę. Niewidzialna ręka ścisnęła mi żołądek. Domyślałem się co teraz się stanie i co jest w tej buteleczce.
- Muszę. - Powiedział do mnie rozpaczliwym głosem, tak jakby wiedział, że chcę go powstrzymać. Patrzyłem na to wszystko zaszokowany. Chłopak jednym ruchem podciągnął rękaw szerokiej bluzy Phila. Moim oczom ukazał się okropny widok, jego ręka była cała posiniaczona, pokuta i zapuchnięta. W kilku miejscach można było zobaczyć małe krwiaki. Daniel wbił igłę w żyłę kochanka i wstrzyknął cały płyn. - To mu pomoże, już nie raz tak było. Zaraz się obudzi. - Mówił cicho, jakby do siebie. Minęła minuta, a Phil nadal nie dawał znaków życia. Daniel nachylił się do jego nosa i sprawdził oddech. Cały zbladł po czym wyszeptał ledwo słyszalnie. - Nie oddycha.

 Seth  
- Gdzie oni są? - Spytałem sam siebie już chyba po raz setny. Kręciłem się po holu głównym szkoły i czekałem na trzech chłopaków. Tak jak prosił mnie Daniel wyszedłem na przeciw Adamowi i Eddiemu. Poinformował mnie iż cytuję: ,,Są narąbani jak stodoła po zbiorach i trzeba ich przyprowadzić, bo może im coś głupiego do głowy wpaść". Tamta dwójka już dawno była w swoich pokojach. Daniel, Hall i Alex nadal się nie pojawiali i jeszcze jak na złość nie odbierali telefonów.
Po kolejnych trzydziestu minutach czekania, postanowiłem iść ich poszukać. Może i nie przepadałem za chodzeniem po ulicach w nocy, ale Daniel był dla mnie jak brat, a Alex... No właśnie, nie wiem jak to określić...
W momencie, w którym przekroczyłem próg szkoły zza jej rogu wypadła zdyszana postać. W ciemności nie widziałem za bardzo kto to, jednak po chwili dobiegł mnie znajomy głos.
- Gdzie jest stary Hall?
- Pewnie u siebie, coś się stało? - Brunet wpadł do szkoły nie odpowiadając na moje pytanie. I już wiedziałem, że tak. Pobiegłem za nim, kiedy dotarliśmy do drzwi, bez pukania wbiegł do gabinetu dyrektora.
- Panie Vega, nie nauczyli pana pukać?
- Phil... – Wydyszał, a Roger spojrzał na niego ze strachem w oczach.
- Co z Philem?
- On... Jest w szpitalu. Umiera. - Wycharczał spuszczając głowę. Zastygłem przerażony tak samo jak wujek. Coś ścisnęło moje gardło. Umiera. To słowo krążyło mi po głowie, po kolei ukazywały się w niej również wspomnienia związane z chłopakiem. Umiera. Ale jak to? Wpadł pod samochód? Miał jakąś chorobę? A może spadł z mostu?
Zanim jednak zdążyłem o to zapytać zostałem wypchnięty z gabinetu. Roger zabierając ze sobą tylko kluczyki rzucił się w stronę wyjścia. Wiedziałem, że jego stosunki z synem nie były najlepsze, ale tym udowodnił, że naprawdę mu zależy. - Niech pan zaczeka! - Zawołał za nim Alex. - Jadę z panem! - Darł się na cały korytarz idąc w jego stronę.
- Nie. Zostajesz tu. Pojedziesz do niego jak już będzie z nim lepiej. Bo będzie. - Zapewnił tak jakby samego siebie i tyle go widziałem. W tym czasie brunet usiadł na jednej z ławek chowając głowę w ramionach. Patrzyłem na niego i zastanawiałem się, czy tak bardzo zależało mu na Philu, czy może to przez niego Hall znalazł się w szpitalu.
- Chodź do pokoju. – Powiedziałem kładąc mu dłoń na plecach. Starałem się uśmiechnąć pocieszająco, ale wciąż w głowie miałem jego słowa sprzed kilku minut.

Alex
Kiedy weszliśmy do pokoju nastała dziwna cisza. Ja pogrążony w swoich myślach, a Seth smutny jak nigdy dotąd. Jeszcze cichszy niż kiedykolwiek i bardziej przygaszony, czy aż tak przejął się wiadomością, że jego znajomy umiera? Cóż można powiedzieć, że ja z pewnością wyglądałem nie lepiej. Usiadłem na łóżku i położywszy ręce na kolanach oparłem na nich głowę. Myślałem nad wszystkim co się wydarzyło. Sanitariusze nie chcieli zdradzić co mu dolega, a mi nic na myśl nie przychodziło. Zamknąłem oczy i znów zobaczyłem leżące na chodniku, blade ciało. Płaczącego Daniela. Zaskoczonych przechodniów. Strzykawkę. Podjeżdżającą karetkę. Próbę reanimacji Phila. I w końcu ten lekki uśmiech na zapłakanej twarzy, który oznaczał, że Phil jednak przeżył.
- Alex. - Poczułem dłoń Setha na ramieniu. Podniosłem głowę i moja twarz spotkała się na równi z jego. Kucał przede mną uśmiechając się pocieszająco. Kilkukrotnie przejechał dłonią po moim ramieniu i spojrzał mi głęboko w oczy. Pierwszy raz mogłem tak dokładnie przyjrzeć się jego twarzy. Miał dość duże, brązowe oczy i grube ciemne brwi. Jego troszkę zapadnięte policzki były nieco rumiane. Malinowe usta wyginały się w dziwnym uśmiechu, którego teraz już nie umiałem zidentyfikować. Chyba nie wytrzeźwiałem do końca, bo wydawało mi się, że z każdą sekundą jego twarzy była coraz bliżej mojej. - Ja nigdy nie owijam w bawełnę. Zabijesz mnie za to, albo zwyzywasz od pedałów, ale... Jestem bardzo niecierpliwy, uwierz mi. - Szeptał cicho. Z każdą chwilą jego usta były coraz bliżej moich, zareagowałem instynktownie i odchyliłem się do tyłu. Jemu to jednak nie przeszkadzało, wstał i usiadł mi okrakiem na kolanach.
- Raczysz mi wyjaśnić... Co ty kurwa robisz? - Zapytałem lekko zdenerwowany.
- A mogę pokazać? - Odpowiedział pytaniem na pytanie oblizując kusząco wargi.
- Nie, lepiej nie! - Warknąłem i zacząłem go spychać. Seth nie przestając się przybliżać złapał mnie za nadgarstki i muszę przyznać, że jak na takie chuchro miał zadziwiająco dużo siły. Nie byłem głupi, może lekko wstawiony, ale wiedziałem do czego dąży. To dziwne, bo zazwyczaj w różnych romansidłach tak właśnie zaczyna się super miłość. W momencie, kiedy dotarł odo mnie to co może się stać, A NIE MA PRAWA, wybałuszyłem oczy po czym z całej siły zacząłem wierzgać po łóżku chcąc zwalić Czarnego na podłogę. - Zejdź ze mnie w tej chwili! - Krzyknąłem zaczynając wbijać mu paznokcie w nadgarstki. Rzucaliśmy się tak jeszcze chwilę, po czym Czarny w końcu odpuścił uwalniając mnie. Na nic nie czekając wstałam po czym uderzyłem go z całej siły w twarz z otwartej dłoni. Jego policzek od razu zrobił się czerwony.
- Należało mi się. - Wyszeptał z lekko wyczuwalną skruchą w głosie.
- Dobrze, że masz tego świadomość. - Syknąłem i zabrawszy telefon wyszedłem na korytarz trzaskając drzwiami. Wściekły skierowałem swe kroki do pokoju Phila. Nie będę spał z pedałem, który ewidentnie ma na mnie chrapkę. Nigdy nie wiadomo co jeszcze przyjdzie mu do głowy.
Idąc tak w kierunku obranego celu poczułem wibracje w kieszeni, do której schowałem komórkę. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałem i odezwałem się.
- Tak?
- Alex... - Usłyszałem roztrzęsiony głos Daniela, od razu nabrałem złych podejrzeń.
- Co się stało?
- Phil...

***

Seth
 Nie wiem co sobie wyobrażałem i dlaczego to zrobiłem. Liczyłem chyba na to, że nagle z cholernego homofoba jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zrobił się gej. Teraz przynajmniej wiem na czym stoję. Większa część ludzi nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, ale to się zdarza, tym bardziej jak przez prawie dwa tygodnie przebywa się w towarzystwie tej osoby i śpi się z nią w tym samym pomieszczeniu.
Leżałem na łóżku od dobrych dwóch godzin tępo wpatrując się w sufit. Czemu mnie to tak zabolało? Przecież to tylko dwa tygodnie. Czternaście dni, podczas których non stop o nim myślałem. Trzysta trzydzieści sześć godzin, w czasie których nie zwracałem uwagi na nikogo innego. Milion dwieście dziewięć tysięcy sześćset sekund spędzonych na rozważaniu swoich uczuć. To głupie. To bardzo głupie. Dziwne. Chore. Ale realne.
To niemożliwe - mówił rozsądek. To ryzykowne - powiadało doświadczenie. To bezsensowne - gadała duma. Mimo wszystko spróbuj! - Krzyczało serce. Krzyk zawsze zwycięża i motywuje. Niestety nie zawsze wychodzi to na dobre. W moim przypadku nie wyszło, ale to nie oznacza, że odpuszczę! Zawsze walczę o swoje i zawsze to dostaję czy innym się to podoba czy też nie. Wiem, że teraz nie mam szans nawet z nim porozmawiać, jednak z czasem... Kto wie. Nasionko w umyśle Alexa zostało zasiane, teraz wystarczy je tylko dobrze pielęgnować, a niebawem wyrośnie piękna róża, która będzie owocem naszej miłości.
 Rozmyślanie przerwało mi nagłe trzaśnięcie drzwiami. Zaskoczony odwróciłem się i zobaczyłem Alexa. Lekko dyszał, a jego policzki były czerwone.
- Phil, obudził się, ale jest z nim źle. Ta doba będzie dla niego decydująca. - Oznajmił po czym bez słowa wyszedł.

Rozdział 13